sobota, 4 maja 2013

Rozdział Trzeci


*Oczami Harry’ego*
Co ze mnie za dupek. Wybiegłem szybko z pokoju, nie zwracając nawet uwagi na duże lutro, w które niemalże uderzyłem. Jakoś nie obchodziło mnie, co pomyślą sobie rodzice Hanny. Co, że jakiś chłopak w kręconych włosach tak nagle wybiega z jej pokoju tuż po tym jak Lou wybiegł? Szybko opuściłem ich dom, zacząłem się rozglądać, to w lewo, to w prawo. Louis’a ani śladu. Nie chciałem marnować czasu bezczynnie myśleć w którą stronę Louis mógł pójść. Szybko skręciłem w prawo, i po prostu biegłem przed ciebie. „Louis! Lou, gdzie jesteś!” cały czas próbowałem go zawołać, na marne, odpowiadało mi jedynie puste echo. Chciałem mu wytłumaczyć całą sytuację, gdybym wiedział że Hannah to jego dziewczyna, nie pozwoliłbym aby taka sytuacja miała miejsce, w sumie to nawet jej za dobrze nie znałem. Zrezygnowany udałem się w kierunku parku, nawet nie zauważyłem gdy znalazłem się w tej dzielnicy, była ona bliska mojego starego miejsca zamieszkania. Zmieniło się tu. Niby to tylko 2 lata, ale dość sporo się pozmieniało. Wstąpiłem do parku aby powspominać stare czasy gdy ja i.. i Lou często się tu bawiliśmy. Pamiętam gdy na jednym drzewie wyryliśmy nawet nasze imiona. Przechodziłem obok dobrze mi znanego placu zabaw, następnie skierowałem się w kierunku dużej kolorowej fontanny, do której często razem z Lou wchodziliśmy w upalne dni. Wiem, śmieszne. Rozejrzałem się wokół siebie po raz kolejny, i w oddali, może jakieś 50 metrów dalej siedział na ławce Louis. Momentalnie do niego szybko podszedłem i usiadłem obok.
- Haz? – zapytał spoglądając na mnie swoimi błyszczącymi oczami. Były przepełnione bólem, zauważyłem też jego lekko zaczerwieniony nos…płakał.
- Louis, przepraszam. Ja nie miałem pojęcia że wy jesteście razem, na serio, gdybym wiedział to ja… -  mówiłem na jednym wdechu, nagle Lou mi przerwał.
- Wiem to Haz, i nie obwiniam Ciebie. – przytuliłem go mocno. Chciałem aby poczuł się lepiej. Siedzieliśmy tak razem bez słowa przez dobre kilka minut. Poczułem jego rękę na moim plecach.
- Może skoczymy na gorącą czekoladę? Ja stawiam. –zaproponowałem i poklepałem go lekko po ramieniu, po czym uśmiechnąłem się i czekałem na jego reakcję. Pokiwał głową, i ruszyliśmy razem na miasto. Jak dobrze, że kawiarnie są czynne dość długo, niekiedy nawet do 24:00. Wstąpiliśmy razem do jednej z nich, kupiłem dwie gorące czekolady, i po kawałku naszego ulubionego ciasta z kremem waniliowym.
- Przez tą całą sytuację całkiem zapomniałem pogratulować ci przejścia do następnego etapu. – wspomniał i uśmiechnął się do mnie. skąd on wie o x-factorze?
- Dzięki. Ale moment, skąd wiesz że brałem udział?
- Bo, ja też brałem. – W sumie to domyśliłem się tego, Louis ma niesamowity głos, i byłoby to grzechem ukrywać go przed światem.
- Na serio? I jak poszło? – dopytywałem
- Chyba dobrze, znaczy też jestem w następnym etapie. – uśmiechnął się delikatnie ukazując rząd swoich białych ząbków.
- Lou, to świetnie! Będziemy mogli razem dojeżdżać! – obydwoje ucieszyliśmy się, i dalej rozmawialiśmy o x-factor. Powiedziałem mu o Niallu, i chcę ich ze sobą poznać, ale to dopiero może jakoś w następnym tygodniu. Póki co, chcę się spędzić czas z Lou. Rozmawialiśmy przez dobre dwie godziny, wspominaliśmy stare czasy i przede wszystkim cieszyliśmy się sobą. Około 23:30 wyszliśmy z kawiarni. Rozmawiało nam się tak dobrze, że nie chcieliśmy się rozstawać, nawet na te kilka godzin.
- To jak? Jutro o 11:00 podjadę po Ciebie, okej? – zasugerował Lou przegryzając kawałek ciasta które wziął na wynos.
- Tak późno? – odpowiedziałem.
- Dobra, będę o 6:00 rano, ale nie narzekaj że się nie wyspałeś! – zaśmiał się, szturchnąłem go w ramię po czym sam się roześmiałem.
- To już chyba bardziej odpowiada mi ta 11:00. Wiesz jak bardzo uwielbiam spać.
- Wiem, wiem Haz. Dlatego dam ci się wyspać. – przeczesał moje loki swoimi palcami, pożegnaliśmy się uściskiem, i każdy ruszył w swoim kierunku. W sumie to podobało mi się gdy Boo bawił się moimi włosami. Zawsze robił to tak delikatnie, a zarazem czule…Haz, ogarnij się! To było tylko po przyjacielsku, zawsze bawiliście się nawzajem swoimi włosami.
W drodze do mieszkania Evy pobłądziłem po drodze, jak zawsze z resztą. Nie mam za dobrej orientacji w terenie, ale w końcu trafiłem. Przeszedłem chyba przez połowę miasta. Było grubo po 2:00 w nocy. Postanowiłem że cicho wejdę do domu, tak aby nikt mnie nie zauważył, i skieruję się po pokoju. Po otworzenia drzwi, ku zdziwieniu zobaczyłem zapalone światło w kuchni, i ciotkę siedzącą z kubkiem kawy.
- Harold! – oo nie. Nazwała mnie Harold. Będą kłopoty. – Gdzie ty się do cholery szwendasz! Miałeś być z Judy, ona wróciła jakieś 2,5 godziny temu, wytłumacz się! – Nigdy nie widziałem takiej wściekłości w jej oczach. Przecież nie zrobiłem nic złego, tak? Po prostu zgubiłem się!
- Ciociu, spokojnie, byłem z przyjacielem w kawiarni, a potem …
- No, a potem co? – dopytywała. Głupio się przyznać, no ale co!
- Zgubiłem drogę do domu i tak jakoś wyszło. – tłumaczyłem się drapiąc się niezręcznie po głowie.
- Śmigaj do swojego pokoju. – i tak też zrobiłem. Byłem dość zmęczony, ale i podekscytowany. Nie wierzę, że jutro przeprowadzam się do Louis’a z którym spędzę całe dwa miesiące. Jest to jak wygrana na loterii. Czekałem na to tak długo. Postanowiłem że wezmę szybki prysznic, a rzeczy spakuję jutro z rana. Właściwie to nie mam czego pakować, bo się nie rozpakowywałem od przyjazdu. Jedynie jakieś drobne rzeczy. Po szybkim ogarnięciu się w łazience, nastawiłem budzik, a właściwie to dwa budziki, tak aby nie zaspać. Jeden na 8:20 a drugi na 8:25. Wolałem mieć pewność w razie gdyby jeden nie zadzwonił. Przyłożyłem głowę do poduszki, i nawet nie zauważyłem kiedy oczy mi się zamknęły.
~Następnego dnia~
*Oczami Louisa*
Wstałem dość szybko, bo jakoś przed 8:00. Szybkie śniadanie, a następnie pakowanie rzeczy. Miałem jeden wielki sajgon w pokoju. Wszędzie walały się moje t-shirty, skarpetki i nawet bokserki. Niby to tylko 3-dniowe odwiedziny u rodziny, a zrobiłem taki syf jak przez miesiąc. To nie tak, że nie lubię sprzątać, po prostu wolę to zrobić, aż się trochę uzbiera. Pozbierałem ubrania, kosmetyki, suszarkę,  jakieś ładowarki i spakowałem wszystko do mojej niebieskiej torby. Rozejrzałem się po pokoju i wyglądało jakby mnie tu nigdy nie było. Znakomicie. Postanowiłem napisać do Hazzy smsa aby dopytać się o ulicę na której mieszka jego ciocia.
Lou: Hazz, jaka to była ulica? Wyleciało mi z głowy.
Haz: Pelton Road 9/3
Lou: Dzięki ;) Będę za jakieś 20 minut xx
Haz: Czekam ;)
Przed opuszczeniem mieszkania pożegnałem się z mamą oraz siostrami. Mama jak zawsze wręczyła mi na drogę kanapki. Przecież to tylko jakieś 40 minut drogi stąd, drugi koniec Londynu, nie jadę przecież na drugi koniec Wielkiej Brytanii. Ale to mama, wiadomo. Jeszcze raz się pożegnałem i wyszedłem z mieszkania. Schowałem torbę do bagażnika, i usiadłem za kierownicą. Całe szczęście że zdałem na prawko, bo inaczej byłoby ciężko. Nie miałem pojęcia gdzie jest Pelton Road, więc włączyłem GPSa, wstukałem szybko adres, i jechałem według otrzymanych wskazówek. Było to dość blisko, znaczy samochodem. Zaparkowałem tuż pod mieszkaniem, i skierowałem się pod mieszkanie z numerem „4”. Zerkałem na poszczególne drzwi, i w końcu znalazłem „4”.  Wziąłem oddech i zadzwoniłem do drzwi. Otworzył mi Haz z wielkim uśmiechem na twarzy, i momentalnie bez słowa wpadliśmy sobie w ramiona.

_____________________________________________
I mamy trzeci rozdział :)
Nie wiem czy wspominałam, ale jestem nowa w świecie blogów, i jeżeli robię coś źle, popełniam jakieś błędy to nie będę zła jeżeli mi zwrócicie uwagę :)
Jest to mój pierwszy dłuższy blog, więc wiecie ;)
Czekam na komentarze, i do następnego ;)
xx

11 komentarzy :

  1. Awww *.* ale się cieszę, że Lou nie miał za złe Harremu tego co się stało. Dobrze, że Louis wiedział, że to nie wina Hazzy ;) Naprawdę świetny rozdział. Ahh, no i wreszcie Hazz ma się przenieść do Boo Beara, jej ale fajnie :) Teraz tylko te Larry moments! :D <3 Czekam/ czekamy (xD) na kolejny rozdział ;)
    Pozdrawiamy :)
    stylinsoncamp.blogspot.com
    @KidsDont i @MaGreyback

    OdpowiedzUsuń
  2. awww jaki rozdział <3
    tyle Larry Moments, umieram *-*
    alfnalxjaodnaoxja
    i ten hug na końcu awwh <33
    jestem ciekawa, co będzie się u nich działo ^^
    jak zwykle wspaniały, czekam na następny :3
    @idkishiplarry xx.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i zapomniałam dodać, że jaram się przejściem Hazzy i Boo do następnego etapu :D
      @idkishiplarry xx.

      Usuń
  3. super... :D mam tylko małe zastrzeżenie. Jak zapisujesz myśli, np. Hazzy to pisz je w cudzysłowiu :) będzie się lepiej czytać ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. super . czekam na następny rozdział :) <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Boże! Wspaniałe! Kiedy będzie dalsza częsc? :)
    Jeszcze ten HUG na końcu! *__* asdggfcj <3
    Więcej Larry Moments, czekamy! <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Słodko, słodko <3
    Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  7. świetny, słodki taki awww <3 jednym słowem ZAJEBISTY!! Czekam na następny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Awww <3 Biste ;3

    OdpowiedzUsuń
  9. OMG!! Bosh, to genialne jest!!
    Ten hug na końcu, awwwww!!
    Tylko czekam na Larry Moments^^

    OdpowiedzUsuń
  10. ajajaja, piękny. <3

    Larry zamieszka razem. i w ogóle. afjgsfkgjksfldg

    Czekam na nexta. xx

    / Babycakaes
    angelisirresistible.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń