niedziela, 18 sierpnia 2013

Rozdział Czternasty

*Oczami Harry’ego*
Cały festiwal był udany, świetnie spędziliśmy razem czas, no i ahhh… mam zajebistego chłopaka, czyż nie? Może i to dla niektórych głupie, chore, sprzeczne z naturą, ale nie zakochałem się w jego płci, tylko w osobowości. Mogę się założyć, że gdyby Louis był dziewczyną leciałbym na niego równie mocno.
Jako że mamy jeszcze około pół miesiąca urlopu przed kontunuowaniem trasy i promocją albumu, możemy ten czas wykorzystać jak tylko nam się podoba. Niall postanowił ten czas spędzić ze swoją rodziną w Irlandii, Liam wyjechał razem z przyjaciółmi do Manchesteru, a Zayn spędza czas z siostrami. Ja i Lou postanowiliśmy zamieszkać razem, kupiliśmy piękny duży dom na obrzeżach  Londynu, tak aby mieć chociaż trochę spokoju więc wybraliśmy jedną z cichszych dzielnic. Rodzicie nie mieli nic przeciwko żebym zamieszkał z Lou. Jest tylko drobny szczegół – nie powiedziałem nikomu że jesteśmy razem. Postanowiłem że powiem gdy będę na to gotowy, a póki co to nie jestem.
Ja i Tommo postanowiliśmy zrobić sobie dziś leniwy dzień. Nic nierobienie.  Należało nam się. W sumie to nie, nie należało się, bo wypoczęliśmy podczas Leeds. Ale jesteśmy z natury leniwi. Lou przyniósł ogromny kubeł z popcornem, i położył się tuż obok mnie stawiając popcorn na podłodze. Kubełek był tak duży że swobodnie mogliśmy sięgać do niego. Jakoś totalnie umknęło mojej uwadze to, że ja i mój chłopak leżymy na jednoosobowej kanapie, i że jego klatka piersiowa napiera na moją. Żart. Oczywiście że to zauważyłem. I cholernie mi się to podoba. Dałem mu lekki usiech po czym zapytałem:
- To jak film oglądamy?
- Może  jakąś komedię? – odpowiedział zbliżając się bliżej do mnie
- Wiesz że nie będę tego i tak oglądać.
- Bo będziesz zapatrzony we mnie? – uśmiechnął się łobuziersko i zetknęliśmy się nosami.
- Jak ty dobrze wiesz. – odpowiedziałem i wpiłem się w jego lekko zaróżowione usta. Nic się dla nas w tym momencie nie liczyło. Pocałunki nie miały końca, zaczęło się od bardzo delikatnych i zmysłowych a skończyło na namiętnych i energicznych. Zapewne nasze poczynania trwałyby jeszcze dłużej gdyby nie dzwonek do drzwi. Pieprzony dzwonek.
- Ugh… - jęknął Lou i podniósł się z kanapy, i ruszył w kierunku drzwi, które szybkim ruchem otworzył.
*Oczami Louisa*
- Cześć Louis – zobaczyłem blond Irlandczyka, zaciekawiło mnie co on tutaj robi, miał być z rodziną w Mullignar.
- Hej Nialler, wejdź. – otworzyłem szerzej drzwi, blondyn niezgrabnie postawił swoją torbę w przedpokoju.
- Nie byłeś odwiedzić rodziny? – dopytywałem.
- Byłem byłem, tylko okazało się że akurat sobie gdzieś wyjechali no i klapa. Mogę zostać u was te kilka dni?
- No jasne, nie ma problemu. – skierowałem się razem z Niallem do salonu.
- Hazza! Co tam? – przywitał się czochrając włosy Harry’ego.
- A dobrze dobrze – odparł robiąc mu miejsce na kanapie. Wcisnąłem się ledwo między nimi.
- Fajnie się tu urządziliście. Przytulnie – rozglądał się po naszym mieszkaniu. Całe szczęście że zdążyliśmy ogarnąć cały ten nieład, a właściwie to syf.
- Jak tam wasz bromance? – wypalił nagle Irlandczyk
- Co? – powiedziałem praktycznie równocześnie z Harrym. „Bromance”? Bromance dawno się skończył, i otworzyłem usta aby mu to powiedzieć lecz szybko zorientowałem się, że lepiej będzie wszystkich poinformować trochę później.
- A no ten.. – zaczął Harry niezręcznie zerkając na mnie i masując sobie swój kark.
- No dość ekhm.. dobrze. – dokończyłem.
- No błaaaagam! Gdybym was nie znał to pomyślałbym że jesteście razem czy coś, serio! – Serio okropnie się poczułem okłamując Nialla. Właściwie to nie było kłamstwo tylko.. ukrywanie prawdy.
-Emm.. no, zgadzam się. – odrzekłem spoglądając w stronę Harry’ego.
- Lou, chodź zróbmy coś na kolację może? Niall pewnie głodny.
- Jak cholera, żebyś wiedział! – odpowiedział. Skierowaliśmy się wszyscy razem do kuchni. Jakoś nie mieliśmy za dużo w lodówce, więc postanowiliśmy że zrobimy kanapki z serem, szynką i pomidorem.
- Hazza, daj ja pokroję.
- Myślisz Boo że sobie nie poradzę?
- Nie nie. Nie chcę po prostu żebyś sobie coś zrobił. Nóż jest ostry.
- Tommo… jestem duży, poradzę sobie. – objąłem go lekko i poprosiłem jeszcze raz
- Haz, daj ten nóż, zanim serio coś sobie zrobisz.
- Hmmm… nie. – odpowiedział z uśmieszkiem i dał mi całusa prosto w policzek. Uparciuch jeden. Objąłem go od tyłu i wspólnie dokończyliśmy robić kanapki.
- Mmmm, niezłe! – odpowiedział Niall przeżuwając kolejny kęs kanapki.
- Mhm. – zamruczałem spoglądając w kierunku Harry’ego, który smarował ser ketchupem. – Hazza co robisz?
- Tak lepiej smakuje. – odpowiedział
- Ser i ketchup? Nigdy nie jadłem.
- Nie? – zapytał zdziwiony. – To czas żebyś posmakował. – przyłożył swoją kanapkę do moich ust.
- Może innym razem skarbie. – odpowiedziałem odsuwając się. To nie tak, że nie chciałem posmakować jego kanapki. Po prostu byłem już tak pełny że nic więcej nie przełknę.
- No dawaj Lou! – przybliżył do mnie rękę tak, że chcąc się odsunąć, kanapka wylądowała prosto na mojej twarzy, poczułem ketchup dosłownie wszędzie, nawet w nosie!
- Hahahaha ! – Loczek zaczął się śmiać.
- To nie śmieszne! Teraz to zlizuj. – zaśmiałem się mimo że chciałem zachować powagę. No bo serio, śmiesznie wyszło.  Harry wziął kawałeczek sera, wziął trochę ketchupu z mojej twarzy i zaczął jeść.
- Mmmmm. Nawet lepsze niż normalnie. – puścił mi oczko przez co się zaśmiałem.
- Harold, nie żyjesz już! – otarłem ketchup z oczu, i gdy zobaczyłem uciekającego Harry’ego, popędziłem szybko za nim. Przebiegłem za nim przez salon, sypialnię i wylądowaliśmy na balkonie. Harry nie mając już wyjścia stał przyparty do barierki, ja zbliżyłem się do niego i objąłem go.
- No chodź tu kochaniutki.
- Lou, nie, przepraszam – mówił cały czas się śmiejąc.
- Za późno. – pocałowałem go w taki sposób, aby jak najwięcej ketchupu zostało na jego twarzy. Ręką rozsmarowałem mu go po całej twarzy i szyi. – Cudnie.
-Jesteś okropny.
- Ale twój – Loczek uśmiechnął się i nie czekając dłużej odwzajemnił mój pocałunek.
Po dłuższej chwili zeszliśmy z powrotem do kuchni, gdzie Niall wyjadał wszystkie zgromadzone zapasy w lodówce.
- Nialler?
- O cześć. Długo was nie było. – odpowiedział blondyn.
- Dostatecznie długo by się zorientować gdzie chowamy słodycze? – zapytał Haz
- pff, nie wiem o czy ty mówisz. – odpowiedział mając twarz całą brudną od czekolady. Zaśmialiśmy się cicho i usiedliśmy przy stole.
- A wy co w ketchupie? Lou wycierałeś się w niego?
- Haha, można to tak ująć!

_________________________________________________
Witam!
Miałam chwilowy brak weny, ale coś udało się napisać ;)
Pomysły na dalsze rozdziały całe szczęście mam haha ;)
Postanowiłam dodać ten rozdział, jeszcze przed wyjazdem.
 15 komentarzy i dodam następny rozdział ;) Wtedy gdy wrócę oczywiście, czyli najprędzej za tydzień :)
Bilety na This Is Us kupione?
Napiszcie w jakich miastach będziecie! Ja w Bydgoszczy w Multikinie ;)
Pozdrawiam xx 

czwartek, 18 lipca 2013

Rozdział Trzynasty

OSTRZEŻENIE: W rozdziale znajdują się sceny +18 .

*Oczami Harry’ego*
Weszliśmy do namiotu, i pierwsze co przyszło nam na myśl to obejrzeć jakiś film. Włączyłem naszego laptopa, i zacząłem przeglądać filmy.
- Piątek 13-nastego? – zapytałem spoglądając w stronę Lou siedzącego tuż obok mnie i przykrytego kocem.
- Wiesz, że będę się bał iść potem do toalety! – odparł przybliżając się lekko do mnie
- Więc pójdziemy razem gdy będzie taka potrzeba – uśmiechnąłem się, Tommo zgodził się, więc włączyłem film i położyłem laptopa na swoich kolanach tak abyśmy obydwoje mieli dobry widok. Znaleźliśmy jakieś przekąski, batoniki, krakersy, ciastka.
Przez pierwsze 30 minut oglądaliśmy uważnie, każdy podmuch wiatru lub szelest namiotu wywoływał od razu odruchy, zaczęliśmy się wiercić, a z czasem po prostu już nie oglądaliśmy filmu.
- O jezu co to było!? – prawie krzyknąłem oglądając się za siebie.
- To wiatr Haz, nie przejmuj się. – Poczułem rękę Lou na moim ramieniu.
- Louis! To nie wiatr! To chyba jakieś zwierzą a co jeśli to niedźwiedź!? – zacząłem panikować. Poczułem jego silne ramiona wokół mnie.
- Haz, spokojnie to tylko wiatr, jestem pew… - nie dokończył gdy zapewne usłyszał po raz kolejny dziwny dźwięk, co brzmiało jak…
- Louis!!! Wiesz że jesteśmy prawdopodobnie sami na tym polu namiotowym!? – nawet nie zauważyłem gdy nasze palce splotły się i już po chwili trzymaliśmy się za ręce.
- Dobra ja…ja wyjdę i zobaczę co to. – Powiedział Tommo głośno przełykając ślinę i ruszył w kierunku wyjścia z namiotu.
- Boo, przestań! Nie puszczę Cię samego! – przyciągnąłem go mocno do siebie, w taki sposób że upadł prosto na mnie. – Nie idź. – Powtórzyłem i spojrzałem na niego błagalnym wzrokiem.
- Nie bądź śmieszny, zaraz zobaczę co to. – powiedział i ponownie ruszył w kierunku wyjścia z namiotu. Przytuliłem mocno koc i czekałem na efekty.
- Cóż za potwór!- powiedział głośno Louis tak abym usłyszał.
- Lou! Co to jest!?
- Zgadnij!
- Nie wiem! Niedźwiedź, wilk, dzik…- zacząłem wymieniać gdy nagle Louis wszedł z powrotem do namiotu trzymając w rękach wiewiórkę.
- Nie bój się Haz. To tylko szara wiewiórka. – Uśmiechnął się i wypuścił bezbronnego zwierzaka. Uśmiechnąłem się i odetchnąłem z ulgą. Louis usiadł obok mnie spokojnie i również się uśmiechnął. Położyłem głowę na jego ramieniu i podziękowałem za sprawdzenie skąd dochodziły dziwne dźwięki.

*Oczami Louisa*
Objąłem Harry’ego delikatnie, widziałem że serio się przejął całą tą sytuacją. Sam z resztą też miałem stracha, przyznaję.
- Boo? – zaczął Harry.
- Tak Haz?
- Dziękuję. – popatrzył na mnie swoimi zielonymi oczkami
- Harry, już mi dzięko-... – nie zdążyłem odpowiedzieć gdy nasze usta spotkały się. Haz zaskoczył mnie, ale nie protestowałem po prostu odwzajemniłem pocałunek. Teraz już jestem na sto procent pewien… Harry mi się podoba. Cholernie podoba. Z resztą od zawsze mi się podobał. Moje dłonie powędrowały prosto na jego włosy, wplątałem palce w jego loki i kontynuowałem pocałunki. Z każdą chwilą robiło się coraz gorącej, czułem jakby brakowało powietrza w namiocie. Poczułem gorącą rękę młodszego na moich plecach pod koszulką. Zacząłem czuć narastającą erekcję w moich bokserkach. Nie czekając dłużej Harry pozbawił mnie koszulki. Odwdzięczyłem się tym samym, przyciągnąłem go bliżej siebie i szepnąłem:
- Chcesz tego?
- Bardzo. – Odparł cicho i ponownie złożył ciepły pocałunek na moich ustach.  W przeciągu kilku sekund pozbawiliśmy się swoich spodni, jak i chwilę później bokserek. Mogłem podziwiać jego idealne ciało, mimo że było dość ciemno, widziałem wszystko to co chciałem dostrzec. Jest po prostu idealny od stóp do głów.  Nie czekając ani chwili dłużej chwyciłem jego przyrodzenie i zacząłem go dopieszczać najpierw ręką, a następnie ustami. Z jego ust wydobywały się ciche jęki które podniecały mnie jeszcze bardziej. Szczerze to nigdy nie wyobrażałem sobie nas w takiej sytuacji, i nie miałem pojęcia że seks z facetem będzie mi sprawiał większą przyjemność niż z kobietą.  Po kilkunastu minutach Haz wystrzelił lepką białą substancją na kącik moich ust.  Delikatnie oblizałem wargi i spojrzałem się na młodszego który już trzymał moją męskość w swojej ręce.
- Ah Haz.. – delikatnie jęknąłem gdy nagle uciszył mnie pojedynczym pocałunkiem.
- Teraz moja kolej skarbie – uśmiechnął się i odwdzięczył mi się tym samym: poczułem jego miękkie wargi obejmujące mojego członka. Cichy jęk wydobył się z moich ust, Harry kontynuował swoje poczynania, jego język sprawiał mi coraz większą przyjemność. Wplotłem palce w jego włosy i przyglądałem się ruchom jego ust cicho pojękując jego imię. Z czasem przyspieszył swoje ruchy co mnie podniecało jeszcze mocniej. W końcu nie wytrzymałem i skończyłem na jego wardze i policzku.
Obydwoje opadliśmy ze zmęczenia na nasze „łóżko” co w skrócie oznaczało materac i kołdrę.
- Lou? – zapytał Haz
- Tak?
- Może ty i ja… no wiesz.. jako para i em… - próbował złożyć zdanie, a na jego policzkach wciąż widziałem duże wyraźne wypieki. Ale zrozumiałem o co mu chodziło.
- Przecież znasz moją odpowiedź. – lekko musnąłem jego usta, po czym przytuliłem go mocno. Może i to za szybko, ale … nie, nie ma żadnego ale. Już od długiego czasu coś między nami było, długo nad tym myślałem. Ale Harry jest inny, dla niego może nawet zmienić orientację. Właściwie to już jakiś czas temu to zrobiłem. Nie obchodzi mnie co ludzie o nas pomyślą, najważniejsze że Haz i ja jesteśmy szczęśliwi.

*Oczami Harry’ego*
- Boo? – zapytałem mojego… chłopaka. Zawahałem się jakiego użyć słowa, ale tak, chłopak jest poprawnym słowem.  Nie mogę uwierzyć że jesteśmy razem! Jestem najszczęśliwszą osobą na świecie.
- Tak Haz? – odpowiedział śpiącym głosem.
- Co tu robi Zayn?
- CO!? – poderwał się gwałtownie. Spaliśmy niecałe 2 godzinki, a po obudzeniu zastałem śpiącego Zayn’a pomiędzy mną i Louisem.
- No właśnie nie wiem o co chodzi, sam przed chwilą się obudziłem! – nacisnąłem ślepo na pierwszy lepszy przycisk w moim telefonie: 3:48 nad ranem.
- Pewnie pomylił namioty… Czujesz alkohol?
- No właśnie ten zapach mnie obudził. – odpowiedziałem zasłaniając nos.
- Może zanieśmy go do namiotu obok, Niall i Liam pewnie śpią i nawet niczego nie poczują. – zaproponował Tommo przeczesując palcami swoje lśniące brąz włosy.
- Okej. Ja biorę go za ręce, a ty za nogi, okej?
- Okej. – Chwyciłem Zayna za ręce. Zapewne i tak nic nie czuł, spał strasznie twardo. Lou chwycił go za nogi i powoli wynieśliśmy ze swojego namiotu, i weszliśmy do drugiego. Zapaliłem małą lampkę i ujrzeliśmy Nialla, całego umazanego ketchupem, jadł jakieś batoniki.
- Co?! Ja.. ja nic nie robię! – schował za sobą batonika, myśląc że nie zauważymy jak wyjada nasze wszystkie słodkości. Przewróciłem oczami, i razem z Lou położyliśmy Zayna na pustym miejscu.
- Niall jak go pilnowałeś? Wiesz że Zayn po kilku piwach jest gorzej nawalony niż ty po cukierkach z alkoholem. – zapytał Louis
-  Nie mam pojęcia jak to się stało, mówił że idzie do namiotu .
- I nie zauważyliście że go nie ma?
- Nie, byliśmy zbyt śpiący żeby na to zwrócić uwagę.
- Jasne jasne. A o 4 nad ranem to słodycze masz siłę jeść. – dodałem.
- Co? O czym ty mówisz?!
- Nic Nialler. – przewróciłem oczami i razem z Lou wróciliśmy do naszego namiotu.

__________________________________________________
Ta-da :)
Od razu przepraszam na błędy, rozdział pisałam dość szybko ze względu na wyjazd.
Mam nadzieję że się podoba ;)
Ogólnie pierwszy raz miałam do czynienia z opisem takiej sytuacji ale chyba jakoś w miarę sobie poradziłam xD
15 komentarzy i następny rozdział :)
Pozdrawiam :) 

wtorek, 16 lipca 2013

Larry & 5SOS - moja przygoda.

Okej dzisiaj nie będzie rozdziału. (Mam już napisany dodam w przeciągu 1-2 dni)
Ale nie o tym dzisiaj.

Chciałabym wam opowiedzieć co mi się ostatnio przydarzyło, wiele osób z was słyszało o tym.

Wczoraj zespół 5SOS mieli twicama z fanami. Troszkę się spóźniłam ale to nie ważne. Najpierw zaczęłam do nich pisać rzeczy typu żeby spróbowali powiedzieć coś po polsku, lub żeby coś powiedzieli do Polaków. Nie odniosło to skutków. Jako że jestem shipperką Larry'ego, postanowiłam zrobić stary dobry trick.
Dodałam taki wpis:


Klaśnij w ręce jeżeli Harry i Louis są razem.
Oczywiście myślałam że chłopcy po raz kolejny mnie zignorują czy coś w tym stylu.
Jednak momentalnie po kilku sekundach (nie liczyłam, to było około 15-20 sekund więc dość szybko) wydarzyło się to:



Uwierzcie mi, to był dla mnie szok! Dosłownie! Nie wiedziałam co zrobić, i po prostu zaczęłam krzyczeć.
Taki mały (wielki) gest a utwierdził mnie w przekonaniu że Louis i Harry są razem.
Podziękujmy Michaelowi !!!! :)

Oczywiście są również negatywy całej sytuacji - kochaniutki Modest Management gdy to zobaczył, zablokował moje konto na twitterze ( @FunWithLarry ) . Bez obaw, odzyskam to konto. Pisałam do Twittera o tym zablokowaniu, i dostałam odpowiedź że konto zostanie odblokowane w przeciągu dnia.

Chciałam po prostu podzielić się z wami tą sytuacją.
Piszcie co wy o tym sądzicie :)

niedziela, 14 lipca 2013

Rozdział Dwunasty

*Oczami Harry’ego*
Obudziłem się wyjątkowo prędko, Louis jeszcze spał, reszta chłopaków z resztą pewnie też. Rozejrzałem się dookoła, chwyciłem telefon który leżał nieopodal, i kliknąłem aby zobaczyć która jest godzina. Była 10:35. W sumie to i tak krótko spałem. Promienie słońca ostro napierały na materiał namiotu, czułem się jak w samochodzie bez klimatyzacji. Okropne uczucie. Spojrzałem w kierunku śpiącego Lou, delikatnie zgarnąłem niesforną grzywkę z jego czoła. Wygląda tak słodko a zarazem bezbronnie gdy śpi. Dotknąłem delikatnie jego policzka i zjechałem ręko niżej, na jego szyję a następnie na ramię. Delikatnie pochyliłem się w jego kierunku, gdy nagle…
- Hazza? – powiedział Tommo gdy otworzył oczy. Przestraszyłem się więc szybko od niego odskoczyłem.
- Lou, przepraszam jeśli Cię obudziłem!
- Nic się nie stało. – rzucił swoim śpiącym jeszcze głosem, po czym się uśmiechnął i przeczesał palcami włosy. – Jak się spało?
- Dobrze, tylko te cholerne komary... – odpowiedziałem drapiąc się po nodze a następnie po ramieniu.
- Mhmm, mam to samo. – powiedział i usiadł prosto. Dopiero po chwili zorientowałem się że spał bez koszulki. Momentalnie straciłem panowanie nad własnym ciałem, poczułem narastającą erekcję w moich bokserkach, wpatrywałem się w niego jak w obrazek.
- Haz, wszystko gra? – zapytał Tommo przecierając zmęczoną twarz i szukając ubrań w panującym nieładzie. Gdy moim oczom ukazały się jego bokserki zgrabnie opinające jego wyjątkowo seksowne pośladki -  nie wytrzymałem, chwyciłem najbliższy ręcznik, jakiś przypadkowy t-shirt, spodenki i popędziłem z kierunku łazienek. Po znalezieniu łazienek niezwłocznie wskoczyłem pod prysznic, i postanowiłem uporać się z moim „problemem” .


*Oczami Louisa*
Po śniadaniu, niezbyt z resztą złożonym, bo jedyne co udało nam się kupić to były jakieś owoce i soki udaliśmy się wszyscy razem na zwiedzanie okolicy. Postanowiliśmy zapoznać się z terenem, a następnie harmonogramem imprezy. Mamy dużo szczęścia, bo ludzie tutaj jakoś nie bardzo wiedzą kim jesteśmy. To nawet lepiej, możemy odpocząć od wrzasków, aparatów, kamer i po prostu być sobą. Obeszliśmy całe pole dookoła, zaczęliśmy od budek z jedzeniem, jakieś sklepy i tak dalej, typowy ogródek piwny, następnie przeszliśmy obok ogromnej sceny. Po raz pierwszy widzieliśmy aż tak dużą scenę, zazwyczaj grywaliśmy na znacznie mniejszych. Szliśmy dalej, minęliśmy stanowiska różnych sponsorów, różne sklepy z gadżetami na które jakoś nie chcieliśmy wydawać pieniędzy. Skończyliśmy przy stołówce, na której mogliśmy zjeść coś konkretniejszego, oraz przy łazienkach. Zdziwiło mnie że łazienki były aż w tak dobrym stanie, dość czyste i zadbane w porównaniu do tej ilości ludzi która z nich korzysta. Zbliżała się pora obiadowa, więc postanowiliśmy niewybrednie zamówić jakieś kiełbaski z grilla na stołówce, a w oczekiwaniu przyjrzeliśmy się harmonogramowi imprezy. Co wieczór inny artysta, czasami nawet po dwie gwiazdy, a w między czasie występy mniej znanych kapel. Wygląda świetnie, na pewno będziemy się nieźle bawić! 
Szybkim tempem zjedliśmy podane jedzenie, i daliśmy sobie czas wolny. Zayn i Niall postanowili odwiedzić pobliski ogródek piwny oraz chcieli „tylko zobaczyć” atrakcje przygotowane dla dzieci. Taa, jasne, już widzę Nialla na trampolinie lub nie daj Boże przepychającego się między 6-8 latkami na zamku dmuchanym. Ja, Harry i Liam wybraliśmy się natomiast na strzelnicę sprawdzić nasze umiejętności. Instruktor wytłumaczył nam wszystkie zasady bezpieczeństwa oraz jak obchodzić się z bronią. Miałem wrażenie że tłumaczy jak idiotom, no ale to jego praca w końcu – wytłumaczyć każdemu wszystko krok po kroku. Zacząłem pierwszy, ostrożnie włożyłem nabój, i oddałem strzał, dość na oślep. Czynność powtórzyłem 5 razy, następnie otrzymałem kartkę ze zliczonymi punktami i z moimi strzałami. 4 trafione i 14 punktów. Nawet nawet. Podobne czynności wykonywał Liam. Jemu poszło o wiele lepiej, gdyż już miał do czynienia ze strzelaniem, miał 5 trafionych i 35 punktów. Na końcu strzelał Harry. Pomogłem mu z umieszczeniem pierwszego naboju, i oddawał strzały. Poszło mu.. nie chcę użyć słowa źle, ale po prostu… nie tak jak miało pójść. Trafił tylko 2 razy i miał 10 punktów.
- Nie umiem strzelać… - powiedział loczek odkładając strzelbę na miejsce.
- Harry, nie każdy musi umieć. – odpowiedział Liam
- Właśnie, a poza tym, jakbyś poćwiczył, to byłbyś od nas lepszy. Nie przejmuj się – objąłem go w pasie, i delikatnie pogładziłem po policzku co najwidoczniej przykuło uwagę Liama.
- Co wy robicie? – zaśmiał się. Szybko cofnąłem moją rękę i odsunąłem się od młodszego przyjaciela.
- My? Nic… Może emm..chodźmy poszukać Zayna i Nialla. – odpowiedziałem szybko zmieniając temat. Zapewne głupio to wyglądało: jeden koleś przytulający się do drugiego…
Po około 15 minutach znaleźliśmy Zayna spożywającego zapewne któreś z kolei piwo w ogródku piwnym. Machaliśmy do niego aby zwrócić jego uwagę, na marne. Jako że tylko ja i Zayn mieliśmy ukończony 18 lat, postanowiłem wejść tam, o go odciągnąć.
- Zayn nie widzisz nas?
- Co?
- Jajco. Chodźmy, dziś wieczorem występują The Guns, i fajnie gdybyś do nas dołączył.
- Już już. – podniósł się z miejsca niesfornie i razem wyszliśmy z ogródka.
- Już teraz tylko znaleźć Nialla. – westchnął cicho Liam. Wszyscy rozejrzeliśmy się dookoła. Po Niallu ani śladu.
- Zayn, miałeś go pilnować!- Powiedział ostro Liam spoglądając w stroną szatyna.
- A co ja? Niania? Niall jest dużym chłopcem, poradzi sobie. – odpowiedział szybko.
- Niall się zgubił w supermarkecie! W Tesco rozumiesz to!? W TESCO! – Uniósł się Liam
- Li, spokojnie. Niall się zaraz znajdzie. – odpowiedziałem opanowanym głosem poklepując go po ramieniu. Po chwili Harry zauważył Irlandczyka stojącego w kolejce po watę cukrową.
- O patrzcie, tam jest! – wszyscy ruszyliśmy w jego kierunku.
- Niall! – krzyknął Liam.
- Ej też chcecie watę? Jest promocja, od 15:00 do 17:00 duża wata za pół ceny. – odpowiedział oblizując twarz z poprzylepianej waty.
- No i widzisz!? – zwrócił się ponownie Liam do Zayna.
- Liam, odpuść. Nie, nie chcemy waty Niall. – odpowiedziałem. Zaczęło się ściemniać, znaleźliśmy jakieś dobre miejsca z których będzie widać występ. Mieliśmy praktycznie idealną widoczność. Oddani fani jak zawsze stali pod samą sceną, my nie koniecznie do takich się zaliczamy, przyszliśmy po prostu posłuchać więc ustaliśmy trochę dalej.
Minęły 3 piosenki od wyjścia zespołu. Jakoś em…niezbyt podoba mi się ich występ. Zacząłem się rozglądać dookoła. Zayn Liam i Niall najwidoczniej świetnie się bawili. Następnie mój wzrok spoczął na Harrym, który grzebał butem w ziemi i wydawał się całkowicie wyłączony.
- Hazza? Wszystko okej? – zapytałem kładąc rękę na jego ramieniu.

- Tak, tak. To po prostu nie mój typ muzyki…
- Wiem co masz na myśli. O, wiesz mam pomysł! Może…
- Pójdziemy do namiotu? Spać. Jestem wykończony. – dokończył za mnie.
- Nie do końca miałem to na myśli, ale skoro chcesz, to czemu nie!
Zaczęliśmy przedzierać się przez tłum ludzi. Było już ciemno więc pchaliśmy się po prostu na oślep.
- Cholera, nie powiedzieliśmy reszcie że idziemy…
- Zorientują się, nie martw się. – wyszliśmy w końcu z tłumu i skierowaliśmy kroki w kierunku pola namiotowego.
- Nie wyglądasz na śpiącego. – Zażartowałem widząc jego twarz przy lepszym świetle
- Oj Lou.. nie jestem śpiący.
- Nie? – zapytałem ze zdziwieniem
- Nie. Chciałem po prostu spędzić trochę czasu z Tobą. Nie jesteś zły, prawda?
- Haz, no coś ty! A co masz zamiar robić ?

________________________________________________
Obiecany rozdział :)
Laptop w końcu wrócił z naprawy i mogłam w spokoju dokończyć rozdział :)
Mam nadzieję że wam się podoba :)
15 komentarzy i dodaję następny  :)
Pozdrawiam! 
(PS: Jak chcecie być informowani o nowych rozdziałach to piszcie do mnie na twitterze: @FunWithLarry ) 

czwartek, 27 czerwca 2013

Rozdział Jedenasty

*Oczami Harry'ego*
No i wpadłem jak śliwka w kompot. Przecież nie przyznam się tak sam z siebie że jestem biseksualny, i że... interesują mnie także mężczyźni. Chciałem wybrnąć jakoś z tej sytuacji, próbowałem się wiercić i skierować wzrok w innym kierunku. Na marne.
- Haz ? Co się dzieje... - dopytywał Tommo swobodnie przesuwając rękę po moim udzie, robił to tak... zmysłowo, na moim ciele pojawiły się ciarki. Nie wytrzymałem tej presji i napięcia, nie byłem do końca świadom co robię, i po prostu przycisnąłem moje usta do ciepłych ust Louisa. Byłem pewien że za ułamek sekundy mnie odepchnie, lecz stało się coś zupełnie przeciwnego - pogłębił ten pocałunek, przeniósł rękę z mojego uda na policzek i ponownie mnie pocałował. Czuję się po prostu jak w raju, a nawet lepiej. Mam chęć głośno wykrzyczeć "KOCHAM LOUISA TOMLINSONA! KOCHAM GO NA ZABÓJ!"
Po chwili oderwaliśmy się od siebie, czułem jak pojawiają się ogromne wypieki na moich policzkach.
- Chyba wiem co chciałeś mi powiedzieć, domyślam się. - skierował swój wzrok w kierunku drewnianej podłogi i po chwili ruszył w stronę wyjścia - przepraszam Harry -powiedział i opuścił moją sypialnię, co zabolało mnie jeszcze bardziej, poczułem porządne ukłucie w sercu i ponownie schowałem twarz w kolanach czekając aż kolejna fala gorzkich łez wydostanie się na powierzchnię. Nienawidzę mojego życia! Żałuję że go pocałowałem... żałuję wszystkiego!

~~ kilka miesięcy później ~~
*Oczami Louisa*
Trasa minęła nam bardzo szybko, nie mieliśmy za wiele czasu dla siebie, ale za to grono naszych fanów znacznie się powiększyło. Byliśmy bardzo zajęci, popołudniami przesiadywaliśmy w studiach nagraniowych pracując nad nowymi utworami na naszą pierwszą płytę, a wieczorami koncerty, i tak codziennie. Nie ukrywam, że nas wszystkich porządnie to wymęczyło. Po skończonej trasie koncertowej managerowie przyznali nam zasłużony urlop. Padło na lipiec. Idealny czas na wypoczynek - lato, słońce, plaża. Żyć nie umierać! Postanowiliśmy wszyscy razem wybrać się na Festival w Leeds który będzie trwać okrągły tydzień, i wystąpią ja nim nasi ulubieni wykonawcy. Każdy z nas spakował wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy, wzięliśmy również dwa namioty w których będziemy spać. Nie przeszkadzają nam takie warunki, najważniejsze że nie będziemy spać pod gołym niebem! Spakowaliśmy wszystkie rzeczy do mojego Range Rovera, i jako że jedyny mam prawko – ja prowadziłem. Podczas drogi wygłupom nie było końca, chłopaki na tyłach zaczęli się nawet jedzeniem obrzucać, a jedna z żelek wylądowała w moim nosie! Śpiewaliśmy jedną z naszych piosenek z albumu „What makes you beautiful” I nie możemy się doczekać na nagrania do teledysku! Dojechaliśmy ma miejsce po niespełna trzech godzinach, samochód zaparkowałem na pobliskim parkingu i ruszyliśmy na poszukiwania miejsca kempingowego. Rozejrzeliśmy się dookoła, i aż się troiło w oczach od tych wszystkich kolorowych namiotów. W końcu znaleźliśmy jakieś miejsce, było blisko lasu, ale nie przeszkadzało nam to. Zaczęliśmy rozbijać namioty: ja, Liam i Zayn zajęliśmy się większym namiotem podczas gdy Harry i Niall rozkładali mniejszy, a raczej próbowali go rozkładać. Gdy ja, Liam i Zayn skończyliśmy rozkładać, postanowiłem pomóc z mniejszym namiotem.
- Daj to. - wziąłem Harry'emu dość długi drut z ręki i pokazałem jak naciągnąć na niego materiał.
- Sami damy sobie robię. - odpowiedział nakładając ramiona na klatce piersiowej.
- No właśnie widzę. - zawołałem Liama i razem z młodszym kolegą szybko postawiliśmy mniejszy namiot.
- Dzięki. - powiedzieli prawie jednocześnie. Widziałem tą niechęć w oczach Harry'ego, praktycznie był cały czas zły. Nie rozmawialiśmy od czasu tego przypadkowego pocałunku, właściwie to unikaliśmy siebie na wszystkie możliwe sposoby. Ja go nie unikałem, to on zaczął mnie unikać, chodził obrażony na cały świat, więc ja po prostu odwdzięczyłem mu się tym samym! Nie rozumiem jego zachowania przez te ostatnie miesiące, kompletnie....
Gdy miałem już odchodzić, zrobiłem krok w stronę Liama, nagle poczułem czyjąś rękę na moim ramieniu.
- Louis, możemy porozmawiać? - powiedział Harry dość smutnym tonem
- ekhm.... jasne że tak. - odpowiedziałem.
- Ale .. na osobności. - pociągnął mnie za nadgarstek do pobliskiego lasku. Zatrzymaliśmy się na niewielkiej polanie. - Louis, przepraszam.
- Haz, ale za co ty mnie przepraszasz? Przecież nic się nie stało.
- Za ten pocałunek, to zniszczyło całą naszą przyjaźń, byłeś na mnie za to zły, przecież wiem o tym. - złapał się w skrępowaniu za szyję.
- Nie byłem zły. Po prostu potrzebowałem chwili na przemyślenie, to ty zacząłeś zachowywać się tak dziwnie, unikałeś mnie i tak dalej. - nastała chwila ciszy.
- No bo ja... i ty … a myślałem że jesteś zły i … przepraszam! - przytulił się do mnie mocno, odwdzięczyłem mu się tym samym, moje ręce swobodnie powędrowały na jego plecy. Tego właśnie mi brakowało! Jego bliskości, zapachu, uśmiechu. Brakowało mi Harry'ego. Po chwili nie odrywając się od siebie znaleźliśmy się na polanie swobodnie leżąc i obserwując zachód słońca. Druga ręka Hazzy powędrowała na moją klatkę piersiową. Po chwili loczek chciał jednak cofnąć rękę, postanowiłem go zatrzymać i jeszcze bardziej docisnąłem ją do siebie. Na jego twarzy pojawił się jeszcze szerszy niż dotychczas dobrze mi znany uśmiech.
- Tęskniłem za tym.
- Wiem Hazza, ja też i to bardzo. Cieszysz się z tego wyjazdu?
- No jasne! Spędzimy trochę czasu razem, odpoczniemy i zrelaksujemy się.
- I posłuchamy głośnej muzyki co i tak robiliśmy przez ostatnie dobre kilka miesięcy – obydwoje zaczęliśmy się śmiać.
- Tommo, mam pytanie – zaczął młodszy spoglądając w moim kierunku
- Tak?
- Myślałem czy może... moglibyśmy być razem w namiocie. Ale w tym mniejszym, dwuosobowym. - szczerze to zaskoczyło mnie to pytanie. Na plus oczywiście.
- No jasne – uśmiechnąłem się do niego. Rozmawialiśmy jeszcze przez chwilkę leżąc swobodnie na polanie, nawet nie zorientowaliśmy się kiedy zrobiło się całkowicie ciemno. Postanowiliśmy wrócić do namiotów, szczerze to nie podoba mi się las nocą. Te wszystkie dziwne odgłosy, są serio przerażające. Nagle poczułem mocny ścisk mojej ręki. To był Harry, kurczliwie trzymał moją rękę, co mi absolutnie nie przeszkadzało.
- Boże, Louis słyszysz to!? To chyba wilki!
- Harry, nie panikuj to nie wilki, to pewnie tylko... - próbowałem wymyślić cóż to może być. Sam nie wiedziałem , więc przyspieszonym krokiem, a właściwie to w biegu szukaliśmy wyjścia z lasu. Po kilku minutach ujrzeliśmy dobrze nam znane namioty, i odetchnęliśmy z wielką ulgą. Naszym oczom ukazało się niewielkie ognisko rozpalone pomiędzy naszymi namiotami, Niall, Liam i Zayn piekli sobie nad nim kiełbaski oraz pianki.
- A wy co tacy przestraszeni? - zapytał Zayn
- Gdzie byliście? - dorzucił Liam
- ehmmm... zwiedzaliśmy okolicę. - powiedziałem puszczając rękę Harry'ego i ze skrępowaniem położyłem ją na moim karku. Znalazłem jakieś dwa patyki, nadziałem na każdego z nich po kiełbasce, jeden wręczyłem loczkowi, drugi sam trzymałem i dołączyliśmy do reszty przy ognisku.
- Planował ktoś z was zająć mały namiot? - zapytał Haz. Chłopaki pokręcili głowami, na znak że nie. - Mogę ja i Lou go zająć? Nie będziecie mieli nic przeciwko?
- Jasne że nie – odpowiedział Niall.
- Ja i Liam i tak plakowaliśmy zająć duży namiot. - powiedział Zayn przyciskając do siebie Li.
- To dlatego że się wiercisz!
- Ja? Ja się wiercę? Miałem na uwadze twoje dobra i twój wiecznie wiercący się tyłek! - wszyscy wybuchli śmiechem. Przez resztę wieczoru każdy z nas wypił po jednym piwie i dla równowagi zjedliśmy po dwie kiełbaski. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się aż do późnych godzin. Około godziny 2:30, gdy ognisko zaczęło powoli przygasać, poczułem czyjąś głowę na moim ramieniu. Loczki zaczęły gilgotać moją szyję, od razu wiedziałem że to Harry.
- Śpiący? - szepnąłem do niego
- Troszkę. - odpowiedział
- Idziemy spać?
- Mhmmm – mruknął. Pożegnaliśmy się zresztą, i ruszyliśmy w stronę naszego namiotu.

__________________________________________
Przepraszam że tak długo musieliście czekać na rozdział. :(
Najpierw szkoła, poprawianie ocen a gdy miałam już praktycznie rozdział napisany to komputer mi padł :/
Dziś rano pisałam cały rozdział na nowo aby móc jak najszybciej dodać.
W wakacje rozdziały będą się pojawiać częściej, obiecuję :)
12 komentarzy = dodaję następny.
PS: Zmieniłam nazwę twittera z @FunWithLouis na @FunWithLarry :)
Pozdrawiam !! ;*

piątek, 7 czerwca 2013

Rozdział Dziesiąty

*Oczami Louisa*
Pierwszy tydzień trasy x-factora zleciał szybko, jesteśmy naprawdę zaskoczeni ilością osób które nas rozpoznają, a  nawet proszę o autograf! Ostatnio wpadło mi w ręce jakieś kolorowe pisemko i znalazłem artykuł o naszym zespole. Totalne szaleństwo! Gdziekolwiek się ruszymy, tam zawsze znajdzie się ktoś kto nas rozpozna, razem czy osobno. Wszystko było ładnie, pięknie aż do czasu… do czasu gdy do ekipy ochroniarzy dołączył uczeń, Greg. Jest na praktykach czy coś w tym stylu. Średniego wzrostu ciemny blondyn o brązowych oczach, mniej więcej w moim wieku. Tylko ciekaw jestem o jakie praktyki chodzi, o odbijanie mi przyjaciół? Wkurwianie całego zespołu? Spędzania 24/7 z Harrym? Nie, nie jestem zazdrosny, jestem po prostu wkurwiony bo za każdym razem gdy chciałbym spędzić trochę czasu z Harrym, pojawia się ten blondynek i delikatnie mówiąc wpierdala się między nas. Cały czas tylko grają w FIFĘ, lub idą na miasto. Może po prostu Haz znudził się moim towarzystwem i woli Grega!? Dobra, tak może i jestem zazdrosny i co z tego. Blondas coś knuje, jeszcze nie wiem co, ale czasem zachowuje się podejrzanie.
- LouLou! – zawołał Haz przytulając mnie od tyłu.
- No cześć Haz. – Odpowiedziałem – I co, jakie masz plany na dziś ze swoim nowych przyjacielem hmm?  - zapytałem z ironią w głosie.
- Louis przestań, Greg jest miły, dogadujemy się, świetnie nam się razem gra i … - przerwałem mu nagle.
- I co kurwa jeszcze. Pytałem się czy wyjdziemy dziś na miasto, a powiedziałeś że nie, bo masz meczyk z Gregiem. Haz to już się robi denerwujące. Nie zauważasz że jedynym miejscem na którym się widzimy to scena? A potem od razy blond kolega cię odbiera i idziecie na „meczyk”. – nie ukrywałem wyrzutów i założyłem ręce na piersi.
- Lou przecież to nie tak. Lubię z nim spędzać czas, ale uwielbiam z tobą.
- Tak, jasne, oczywiście. Miłego meczu. – Przewróciłem oczami i wyszedłem z pokoju trzaskając za sobą drzwiami. Nie chciałem już tego słuchać. Skierowałem się do swojego pokoju, i zacząłem przeglądać twittera.

*Oczami Harry’ego*
Cały czas przegrywałem, gra nie sprawiała mi żadnej przyjemności, a jedyne co czułem to potężne kłucie w sercu po tej sprzeczce z Lou.  Cholera, może i miał rację, nie powinienem go tak olewać… właściwie to nie było olewanie, tylko zakolegowanie się z Gregiem, nie ma w tym nic złego! Moment ale czy Boo… czy on był zazdrosny!?
- Haz co z tobą? Nawet się nie starasz, wpuściłeś trzy bramki. – powiedział brązowooki trzymając swojego pada i spoglądając na mnie.
- Nie, wszystko okej. – powiedziałem próbując ukryć uczucia. Jestem w tym kiepski, myśli nie dawały mi spokoju, chciałem iść do Lou i wszystko wyjaśnić, przeprosić go…
- Harold, mówię serio… co się z tobą dzieje? – odłożył pada, i poważnym wzrokiem spojrzał na mnie.
- Mała sprzeczka, nic ważnego. – powiedziałem unikając kontaktu wzrokowego.
- Z twoim chłopakiem? – powiedział Greg, momentalnie poczułem ścisk z gardle, a usta mimowolnie same mi się otworzyły.
- C-co? N-nie jestem gejem, nie mam chłopaka. – odpowiedziałem z lekkim skrępowaniem trzymając się za kark.
- Harry, przestań, chyba wszyscy wiedzą że ty i Louis jesteście razem. ..a szkoda. – ta rozmowa zaczyna mnie coraz bardziej stresować, Louis NIE jest moim chłopakiem , jest moim najlepszym ..przyjacielem, tak?
- Louis i ja nie jesteśmy razem, skąd ten pomysł. I czego niby szkoda? – poczułem wypieki pojawiające się mimowolnie na mojej twarzy, ręce zaczęły mi się pocić, i czułem się coraz bardziej skrępowany z każdą sekundą.
- Słuchaj Harry. – powiedział poważnym tonem. – Jestem gejem, i nie jestem ślepy, widzę że między wami coś jest, i nie jest to przyjaźń. To coś więcej.
- Co?! Jesteś gejem? Czemu nie mówiłeś prędzej?
- Nie lubię obnosić się ze swoją orientacją, nie mówię o tym każdej osobie. – nastała dość niezręczna długa cisza, którą mimo skrępowania postanowiłem przerwać.
- Greg… jak odkryłeś że.. dziewczyny cię nie pociągają? – zapytałem poważnym tonem  i skierowałem wzrok na niego.

- Po prostu. Gdy całuję dziewczynę nie czuję tego samego gdy całuję chłopaka. Coś w tym jest. Niech zgadnę, też jesteś tego niepewny hmm? – odpowiedziałem mu ciszą, nic nie mówiąc, przeniosłem mój wzrok ponownie na podłogę. Ten problem dręczy mnie już od jakiegoś czasu..  Nie jestem pewien swojej orientacji, znaczy nigdy w obecności chłopaka nie czułem się tak.. dobrze, przy Lou jest mi po prostu idealnie, czasem wydaje mi się że zachowujemy się jak para.
- Mogę ci pomóc określić swoją orientację. – zaoferował. Uniosłem lekko brew i odpowiedziałem:
- Niby jak?
- A tak… - lekko popchnął mnie do tyłu, i zaczął składać pocałunki  na moich ustach,  wpijał się w nie, zacząłem protestować i wiercić się – na próżno. Jest silniejszy ode mnie, przytrzymywał moje ręce tak abym nie mógł się ruszyć. Próbowałem się wyrwać blondynowi z uścisku, on włożył swoje ręce pod moją koszulkę i zacisnął je jeszcze mocniej przy czym złożył na mojej szyi dużą malinkę po czym wrócił z powrotem do moich ust tak abym nie mógł krzyczeć. Myślałem że zaraz dojdzie do czegoś nieprzyjemnego, czegoś na co nie mam w najmniejszym stopniu ochoty, a tym bardziej nie z nim. Wykorzystując moment jego nieuwagi, wyrwałem się szybko, łzy zaczęły mi spływać po policzkach, chwyciłem swoją koszulkę z podłogi i szybko wybiegłem z pokoju. Założyłem koszulkę, nawet nie zauważając że jest podarta i pobiegłem do swojego pokoju, cały czas roztrzęsiony i osłabiony. Dzięki Bogu nogi nie odmówiły mi posłuszeństwa i doczłapałem się do mojego łóżka, skuliłem się w jej rogu, chwyciłem ulubioną poduszkę która leżała obok i zacząłem cicho płakać. Zaufałem mu, a on po prostu… po prostu chciał mnie wykorzystać…

*Oczami Louisa*
Świetnie bawiłem się na mieście z Niallem, najpierw wesołe miasteczko, potem obiad, i znowu jakieś wygłupy. Przysięgam, że z Irlandczykiem nie można się nudzić! Umówiliśmy się, że przed świąteczną przerwą skoczymy jeszcze razem do centrum handlowego na małe zakupy. Skoro Harry znalazł sobie nowego kolegę, to znaczy że ja nie mogę? Mogę. Tylko fakt, to nie to samo co z loczkiem…
Zmęczeni wróciliśmy do hotelu, w którym akurat nocowaliśmy przez trzy dni. Chwyciłem puszkę pepsi, i skierowałem się w kierunku sypialni aby trochę odpocząć i odreagować przed kolejnym koncertem. Zza niedomkniętych drzwi do sypialni Harry’ego usłyszałem cichy płacz. Nie zawahałem się, i od razu wszedłem do jego pokoju. Haz siedział skulony w rogu łóżka, twarz miał schowaną, przyciśnięta do jego kolan, nie usłyszał moich kroków. Poczułem mocny ścisk w gardle, usiadłem obok i mocno go przytuliłem.
- Zostaw mnie Greg! – krzyknął loczek, próbował się szarpać co mnie dość zdziwiło.
- Harry, to ja Louis! – chłopak momentalnie ucichł i mocno się do mnie przytulił. Łzy mimowolnie spływały po jego twarzy wiedziałem że coś musiało się wydarzyć między nim z Gregiem. – Harry, przepraszam…
- Nie Boo.. to ja przepraszam. – przetarłem palcem jego mokrą od łez twarz.
- Ciii … - próbowałem go jakoś uspokoić, był cały roztrzęsiony. Momentalnie straciłem kontrolę nad sobą i pocałowałem go w czoło Może i dziwnie to wyglądało, może. Ale chcę go w jakiś sposób uspokoić. Siedzieliśmy tak w bezruchu dobre 15 minut, Curly troszkę się uspokoił więc spróbowałem zapytać co się stało.
- Haz, czemu płaczesz? – delikatnie przeczesałem jego włosy
- Nie Lou, to nieistotne….
- Istotne Haz, przecież nie płakałbyś bez powodu. – delikatnie spuścił wzrok w dół nic nie mówiąc – Czy to chodzi o Grega? – dopytywałem dalej. Zielonooki pokiwał głową i mocno się do mnie przytulił. – Zrobił ci coś? No na serio, jeżeli cię skrzywdził to mu chyba flaki wypruję!
- Lou..spokojnie…
- Nie nie będę spokojny, nikt nie będzie mojemu Harry’emu robił krzywdy! – czy ja właśnie nazwałem go „moim”? Najwidoczniej. I niczego nie żałuję.
- Lou, bo ja…  - zaczął, głos mu drżał, a wzroku nie spuszczał z nudnej drewnianej podłogi – bo ja… ja chyba…

_____________________________________
Rozdział Dziesiąty :)
Mam nadzieję że się podoba :)
12 komentarzy, i dodaję następny rozdział!
Jak chcesz dostawać wiadomości o nowych rozdziałach to piszcie na twitterze: @FunWithLouis :)
Do usłyszenia mordki, i dziękuję że czytacie <3 

sobota, 1 czerwca 2013

Rozdział Dziewiąty

*Oczami Harry’ego*
Wróciliśmy do naszego mieszkania, z którego już i tak powinniśmy się wynieść. Cały czas panowała pusta cisza, nie odzywaliśmy się do siebie…Ale cała ta przegrana chyba najbardziej poruszała właśnie mnie. Nie wiem co bym zrobił gdyby nie Louis, zapewne wyszedłbym na błazna płaczącego przed milionową publiką, chociaż w sumie to już pewnie na takiego wyszedłem. Ale nie potrafię ukrywać moich uczuć, taki już jestem. Razem z Louisem i resztą chłopaków skierowaliśmy się do kuchni.
- Głodni ? – powiedział Liam bez większych emocji.
- Ja nie. – Cicho westchnąłem siadając przy stole.
- Ja też nie. – powiedział Zayn i Louis równocześnie.
- Niall? – zapytał Li spoglądając w stronę blond kolegi.
- Wyjątkowo nie… - położył głowę na stole. Siedzieliśmy tak przed dłuższą chwilę, nie liczyłem pewnie z jakieś 10 minut, może troszkę dłużej.
- To jakie plany? – zapytał Liam patrząc na każdego z nas po kolei. Odpowiedziała cisza i wzruszanie ramionami. Chwyciłem butelkę wody i skierowałem się w kierunku sypialni. Za bardzo boli mnie ta sytuacja, nie wytrzymam. Wyszedłem szybkim krokiem z kuchni i skierowałem się długim korytarzem w kierunku  sypialni. Położyłem się na pierwszym lepszym łóżku, zamknąłem oczy i starałem się zapomnieć o dzisiejszym dniu, o całym x-factorze i o wszystkim dookoła. Chwyciłem mój telefon biorąc był schłodzonej wody i szybkim kliknięciem wszedłem na twittera, na którego nie zaglądałem już bardzo długo. Moje wzmianki praktycznie nie miały końca, na kilka sekund przychodziła nowa wiadomość, szaleństwo! Wszyscy piszą że to my jesteśmy zwycięzcami, nawet w światowych trendach zauważyłem że jest nasza nazwa i informacja że to my powinniśmy wygrać. Wow! Sprawdziłem liczbę osób które mnie obserwuje i po prostu… zakrztusiłem się wypluwając wodę przed siebie. 300 tysięcy!? Co, jak kiedy!? Moment, ostatnio miałem jakieś 3 tysiące o ile dobrze pamiętam! To jest jakiś żart!? Wpatrywałem się w ekran wciąż nie mogąc w to uwierzyć. Postanowiłem coś napisać, wstukałem szybko „dziękuję wszystkim za wsparcie! Kocham was! Xx” I odłożyłem go na stolik obok, byłem wyjątkowo wymęczony dzisiejszym dniem, oczy same mi się zamykały…
Następnego dnia obudził mnie Louis. Nawet nie zauważyłem że zasnąłem wczoraj w jego łóżku, chyba spaliśmy razem, tak mi się wydaje sądząc po jego piżamie leżącej niedaleko mnie.
- Haz podnoś się – powiedział lekko poddenerwowanym głosem sprzątając w salonie
- Moment, czemu? Przecież możemy opuścić dom o której nam się podoba więc czemu… - mówiłem gdy nagle przerwały mi Liam:
- Simon ma nas odwiedzić za kilka minut, więc ubierz się, doprowadź włosy do porządku i zjedz coś żebyś nam nie zemdlał. – powiedział Li ogarniając sypialnię. Zawsze się o wszystkich troszczy, czasem jest to serio denerwujące, dlatego daliśmy mu przezwisko „Daddy”. Po prostu on się o nas troszczy, bez Liama zapewne zginęlibyśmy marnie, i mówię poważnie. Ostatnio Niall zgubił się w supermarkecie przy dziale ze słodyczami, i gdyby nie Liam zapewne pobłądziłby jeszcze bardziej. Haha, cały Niall! Podniosłem się z łóżka,  i skierowałem się do łazienki. Po szybkiej porannej toalecie śniadanie przygotował już Louis..moment co? Przecież Louis nie umie gotować! Z jakieś dwa lata temu poleciłem mu zrobić herbatę, i skończyło się na spalonym czajniku!
- Jedz Haz, Simon zaraz tu będzie. – powiedział przeczesując palcami moje kręcone włosy i przyglądając mi się uważnie.
- Dzięki za te płatki, serio nie musiałeś. – uśmiechnąłem się do niego biorąc łyżkę i zaczynając jeść.
- Nie ma za co Curly. – Przeniósł powoli swoją rękę z moich włosów na moją szyję na następnie barki. Przeszedł mnie ciepły dreszcz, uśmiechnąłem się szeroko sam dl siebie jak idiota i pozwoliłem niebieskookiemu dalej wodzić rękoma po moim ciele. Louis szybko oderwał dłonie ode mnie gdy do kuchni wszedł Niall.
- Co robicie? – rzucił dość zaciekawionym tonem i otworzył lodówkę w poszukiwaniu jedzenia.
- Ekhm, nic nic. Po prostu..- zaczął Louis. Przecież nie robiliśmy nic złego!
- Jem śniadanie które Louis dla mnie zrobił. – odpowiedziałem pewnie i dokończyłem jeść płatki. Niall uniósł jedną brew, i zajął się swoją porcją wczorajszego Nandos.
- Ej coś jest między wami? Pytam serio. – rzucił nagle Irlandczyk z buzią pełną hamburgera, brzmiało trochę jak bełkot, ale zrozumieliśmy o co chodzi. Lekko speszony popatrzyłem najpierw na Lou a następnie na pusty talerz po płatkach. Louis też nie krył skrępowania.
- Nie, Niall. My jesteśmy – zacząłem
- .. przyjaciółmi. Najlepszymi przyjaciółmi. – dodał Louis  spoglądając w moim kierunku. Przytaknąłem i wstałem od stołu żeby po sobie posprzątać.

*Oczami Louisa*
Dobra, całą ta sytuacja była dziwna, najpierw kleję się do Harry’ego jak debil, a potem przyznajemy że jesteśmy „tylko przyjaciółmi” cholerne kłamstwo. Ale chyba lepiej żeby tak zostało, dla dobra naszego własnego jak i całego zespołu.
Gdy przyszedł Simon, usiedliśmy wszyscy razem  w salonie dość niepewnie, i sceptycznie nastawieni po wczorajszym występie.

- Przemyślałem wszystko – zaczął Cowell – i sądzę że taki talent jak wasz nie może się zmarnować, cały świat powinien go zobaczyć, dlatego też …- zrobił pauzę, i zaczął wyjmować jakieś papierki, różne dokumentu i tak dalej. - ..oferuję wam kontrakt z wytwórnią płytową, zespół managerów oraz ochrony. Przed skontaktowaniem się z wami, oczywiście formalności zostały załatwione z waszymi rodzicami, teraz czekamy na wasz ruch. -  Szczęki nam opadły. Nawet nie wiedzieliśmy że Simon załatwił to już prędzej, i kontrakt mieliśmy gwarantowany. Czy on sobie teraz z nas żartuje!? Najwidoczniej nie, gdy zauważyłem podpisy naszych rodziców pod zgodą na kontakt.  Zapadła cisza, nikt się nie odzywał, po prostu odebrało nam momentalnie mowę.
- Więc? Pasuje? Kontrakt jest wart 13 milionów funtów, obejmuje pięć lat, 5 płyt oraz trasy koncertowe, które są do ustalenia. Zerwanie kontraktu grozi poważnymi konsekwencjami, ale jak wiecie wytwórnia też musi mieć finansowe zabezpieczenie, więc jest to normą. – Suma "13 milionów" z lekka nas przeraziła, nigdy nie mieliśmy do czynienia z takimi pieniędzmi! Każdy z nas chwycił kartkę z przedstawionym planem, wygląda obiecująco,  pierwszy rok został rozpisany dość szczegółowo, obejmował między innymi trasę koncertową w ramach x-factora, nagrywanie pierwszej płyty, wakacyjną przerwę oraz zaplanowany pierwszy singiel na sierpień 2011.  To wszystko wygląda cholernie dobrze, przedyskutowaliśmy wszystko i po około półtorej godziny każdy z nas złożył swój podpis pod kontraktami: jednym z wytwórnią a drugim z managerami.
- Świetnie że się na to odważyliście. Jutro pierwsze spotkanie z managerami, i przygotowujcie się do trasy w ramach x-factora! Powodzenia chłopcy i życzę sukcesów! – powiedział zbierając wszystkie niezbędne dokumenty do kupy, pakując je w wielką teczką i opuszczając nasze mieszkanie.
Podpisując kontrakt z wytwórnią jak i z mangerami nawet nie wiedzieliśmy jakich przysporzy nam to niedługo kłopotów.

_________________________________________
Nowy rozdział tak z okazji Dnia Dziecka :)
Dziękuję za wszystkie komentarze pod ostatnim wpisem :)
Jeżeli chcecie być informowani o nowych notkach, napiszcie do mnie na twitterze: @FunWithLouis , lub po prostu zostawcie komentarz z waszym e-mailem, GG, facebookem, obojętnie ;)
12 komentarzy i dodaję następny rozdział :)
Pozdrawiam i czekam na opinie xxx